sobota, 17 czerwca 2017

Rozdział 15. Ferie

- Wow, ile śniegu!
- Jak tu pięknie!

Całe Hebi siedziało przyklejone do okien pociągu, który zmierzał do stacji w miasteczku Kutchan. Jakieś dwa dni przed wyjazdem Ino i Shikamaru zlitowali się nad marudzącymi przyjaciółmi i zdradzili dokąd wybierają się w czasie tegorocznych ferii. Otaczały ich malownicze krajobrazy i mili ludzie. Zdecydowana większość paczki nie mogła się już doczekać, kiedy znajdą się na zaśnieżonym stoku. Wyjątkiem była Sakura, Hinata i Naruto. Dwie pierwsze nigdy wcześniej nie jeździły na nartach ani na snowboardzie, więc były lekko zdenerwowane i niepewne, czy w ogóle uda im się ustać na nogach. Naruto zaś był typem ciepłolubnej osoby, więc siedział ze skwaszoną miną i jęczał pod nosem.

- Ale dlaczego góry, a nie jakiś ciepły zakątek?
- Bo mamy ferie ZIMOWE, a nie letnie. - odparł ze znudzeniem Sasuke.
- No a co to przeszkadza?
- To, że zostałeś przegłosowany. I zamknij się już, bo mnie wkurzasz.

Blondyn fuknął oburzony i ponownie założył ręce na piersi.

Po kolejnych kilkunastu minutach pociąg nareszcie zaczął zwalniać, a wokół pojawiły się zabudowy. Grupa nastolatków zaczęła zbierać swoje bagaże i kierować się ku wyjściu. Choji oprócz swoich walizek trzymał również Naruto za bluzę, nie pozwalając chłopakowi uciec.

- Dobra, to gdzie śpimy? - zapytała Sakura, rozglądając się po miasteczku.
- W M&K Namikaze. - odparła Tenten.
- Że gdzie? - zdziwiła się Hinata, a Sakura przystanęła w miejscu.
- No tak, to sieć moich rodziców. - odparł Naruto szczękając przy tym zębami.
- No nie źle. - podsumowała Sakura.

Po dłuższym spacerze dotarli pod gmach pięciogwiazdkowego hotelu. Naruto, kiedy tylko zobaczył zarys budynku pognał przed siebie, ku upragnionemu ciepełku. Kiedy pozostali dotarli do drzwi chłopak już rozmawiał z uśmiechniętą recepcjonistką.

- Witam w M&K Namikaze, wasz apartament znajduje się na piątym piętrze, pokój ma numer 503. SPA znajduje się na poziomie -1 i macie do niego wolny dostęp. Śniadania dostarczane są do godziny 10, w pokojach znajduje się menu, a zamówienia składane są telefonicznie. Na obiady zapraszam do hotelowej restauracji w dowolnych godzinach. Życzę miłego pobytu. - dziewczyna podała klucz Naruto, który podziękował i skierował się ku windom.

Apartament był ogromny. Zaraz za wejściem rozpościerał się wielki salon, z 60 calowym telewizorem i zestawem audio oraz xbox-em. Na środku znajdowały się spore kanapy i niski stolik, a po lewej rozciągała się przeszklona ściana z wyjściem na taras, skąd rozpościerał się widok na ośnieżone szczyty górskie. Po przeciwnej stronie pomieszczenia znajdowały się drzwi prowadzące do sporych sypialni. Dwie z nich były czteroosobowe, zaś pozostałe dwie - dwuosobowe. Z każdą sypialnią połączona była niewielka, lecz dobrze wyposażona łazienka.

- No to co powiecie na wieczorny wypad na stok? - zapytał Kiba, co skomentowane zostało głośnymi okrzykami wesołości.
- Eee, ale przecież dopiero przyszliśmy. Jest tu tak ciepło i przyjemnie. - zaczął wykręcać się Naruto.
- Nie marudź tylko się ubieraj. - zawołała Ino tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Wiecie, my też zostaniemy. - odezwała się nagle Hinata - Dziś już jest trochę za późno na naukę, więc chętnie odpoczniemy w SPA, a wy się wyszalejecie.
- No macie rację. - odparł Shikamaru - To my się zbieramy. Miłej zabawy.
- I wzajemnie.

Po niedługim czasie wszyscy gotowi byli do wyjścia, a Naruto raz po raz obdarzał swoje przyjaciółki wdzięcznymi spojrzeniami. Trójka przyjaciół pożegnała się z pozostałymi i zjechała windą do podziemi budynku. Kiedy tylko drzwi się otworzyły dobiegła ich przyjemna woń kadzideł i balsamów.

- Nie wiem jak wy, ale ja idę do Sauny. Muszę się porządnie wygrzać.
- My chyba wybierzemy się na masaż i może jakieś maseczki z alg. - odpowiedziała Sakura.
- No to spotykamy się na górze? - zaproponował.
- Dobry pomysł.

Chwilę potem siostry zniknęły za jednymi z drzwi. Ich oczom ukazało się niewielkie pomieszczenie z fotelem do masażu i sporą kanapą. Zza parawanu wyszła młoda, złotowłosa kobieta.

- Witam panie. W czym mogę pomóc? - zapytała uprzejmnie.
- Chcemy się odprężyć. - odparła Hinata.
- To dobrze panie trafiły, zapraszam.

Sakura położyła się na stole do masażu, a Hinata na kanapie. Kobieta zaczęła od ciemnowłosej. Nasmarowała jej twarz pięknie pachnącym mleczkiem nawilżającym, po czym nałożyła maskę, a oczy przykryła ogórkami. Po tym zajęła się masowaniem pleców Sakury. Dziewczyna aż mruczała z przyjemności. Siostry nawet nie zauważyły kiedy minęła godzina, a ich wizyta w SPA dobiegła końca. Były odprężone i zadowolone.

Kiedy wróciły do zajmowanego apartamentu zastały Naruto grającego na xbox-ie i zajadającego się kanapkami.

- O, nareszcie wróciłyście. - odparł chłopak - Zamówiłem nam kolacje, częstujcie się.

Siostrom nie trzeba było dwa razy powtarzać. Dopiero jak poczuły zapach kolacji uświadomiły sobie, jak bardzo były głodne. Wieczór w towarzystwie Naruto minął w bardzo wesołej atmosferze. Dopiero kiedy na zewnątrz zrobiło się całkowicie ciemno drzwi do apartamentu się otworzyły, a do pomieszczenia wpadli zmęczeni, ale zadowoleni nastolatkowie. Wszyscy, jak jeden mąż, padli na kanapy.

- I jak było? - zagadnęła Sakura.
- Zarąbiście! - zawołał Kiba - A Neji zarobił tak piękną wywrotkę, że nadawała by się na hit YouTube.
- Ej no, nie przesadzaj. - oburzył się wspomniany chłopak.
- Wybacz, ale tym razem zgodzę się z tym pajacem, to było piękne. - zaśmiała się Tenten.
- Co się tam wydarzyło? - zaciekawiła się Sakura.
- Chłopaki klasycznie się ścigali, a Neji nie zauważył muldy i na pełnym gazie najechał na nią. Wybiło go pięknie, tylko z lądowaniem było gorzej. Narty mu zostały z tyłu, a sam poleciał na twarz. - wyjaśniła Ino, powstrzymując się przy tym od śmiechu - Szkoda, że nie nagrywaliśmy.

Pozostali tylko się zaśmiali i już po niespełna pół godzinie wszyscy zniknęli w pokojach. Zmęczeni szybko zasnęli.

Kolejny dzień przywitał Hebi pięknym słońcem i błękitnym niebem. Śnieg cudownie się skrzył i aż zapraszał do wyjścia na spacer. Nastolatkowie obudzili się dopiero koło 12, przez co nie zdążyli na hotelowe śniadanie i musieli wybrać się do miasta. Znaleźli miłą knajpkę w centrum, skąd udali się prosto na stok. Sakura i Hinata wynajęły narty, a Shikamari i Shino zadeklarowali się, że nauczą je jeździć. Naruto załapał za swój ukochany snowboard i szybko udał się na wyciąg, barwnie wyklinając niską temperaturę.

- Nie przejmujcie się nim. - odparł do sióstr Shika - Zjedzie trzy razy i będzie zadowolony. Uwielbia narzekać na zimno, ale jeszcze bardziej kocha deskę.

We czwórkę skierowali się na oślą łączkę, by dziewczyny mogły poznać podstawy.

- Na początek musicie nauczyć się upadać i wstawać? - powiedział Shino.
- Upadać? - zdziwiła się Sakura.
- Tak, ważne to jest, szczególnie na początku, kiedy nie panujecie do końca nad nartami. Jak się rozpędzicie, albo nie będziecie w stanie kogoś, bądź czegoś ominąć lepiej będzie się położyć i w tem sposób wyhamować, niż w coś przywalić. - wyjaśnił drugi chłopak.
- Trochę w tym racji jest. - przyznała Hinata i z uwagą słuchała instruktorów.

Po kilkunastu minutach dziewczyny umiały już zjeżdżać z górki tak zwanym pługiem i powoli uczyły się skręcać. Nie raz boleśnie spotkały się z twardym śniegiem, ale nie poddawały się. Podziwiały też cierpliwość chłopaków, bo niektóre elementy przychodziły im bardzo topornie.

- No dawaj Saki, doginasz prawe kolano i jedziesz w lewo. Super. Teraz w drugą. - instruował ją Shino.

Drugą z sióstr zajął się Shikamaru. Pokazywał właśnie Hinacie, jak powinna trzymać narty, żeby nie zsuwać się ze soku.

Po kolejnych 30 minutach chłopaki zostawili dziewczyny same, żeby poćwiczyły sobie to, czego się dziś nauczyły, a sami poszli na duży wyciąg.

- Nie jest to takie trudne, jak się na początku wydawało. - odparła Sakura.
- No, myślę, że przez ten tydzień co nieco się nauczymy.
- Chłopaki fajnie wszystko tłumacza, byli by dobrymi instuk... AŁA!

Wypowiedź Sakury została przerwana piękną wywrotką prosto na twarz, co zostało skomentowane głośnym śmiechem siostry. Zanim prywatni instruktorzy pojawili się z powrotem, Dziewczyny zarobiły jeszcze kilka wywrotek, ale mimo to widać było, że czują się coraz pewniej na nartach.

- Dobrze wam idzie. - powiedział z uznaniem Shikamaru.
- Dzięki, mamy dobrych nauczycieli. - zaśmiała się Sakura.

Shino lekko się zmieszał na te słowa, ale nim zdołał cokolwiek odpowiedzieć usłyszeli przeraźliwy krzyk. Jak na komendę odwrócili się w stronę dźwięku i zobaczyli jak ktoś mknie z zawrotną prędkością w dół stoku, po czym zatrzymuje się na siatce.

- Czy to był Kiba? - zapytał się w ogóle nie zdziwiony głosem Shino.
- Coś mi mówi, że tak. - odparła Hinata i szybko odpięła narty.

Kiedy czwórka przyjaciół dobiegła do poszkodowanego, pozostała część Hebi już zdążyła zjechać ze stoku.

- Nic mi nie jest! - zawołał Kiba odkopujący się ze śniegu i próbujący pozbyć się oplatającej go siatki.
- Stary, mocno rąbnąłeś. - skwitował Sasuke.
- No trochę. - przyznał mu rację chłopak - Ale naprawdę nic mi... Aj! Kuso!
- Co ci? - zapytała zmartwiona Ino.
- Ręka mnie jakoś tak boli.
- No i pięknie, czeka nas wizyta na pogotowiu. - załamał się Shikamaru.

Po chwili pojawili się medycy i przetransportowali Kibę do pobliskiego szpitala. Sasuke poszedł razem z nimi, żeby przypilnować kolegę. Pozostali zaś odpuścili sobie dalsze narty i wrócili do hotelu.

Dwójka chłopaków wróciła dopiero po kilku godzinach. Kiba ze skwaszoną minął wszedł do apartamentu. Od razu w oczy rzucił się sporych rozmiarów gips.

- I? - zapytał krótko Naruto.
- Złamana...
- No to jak na razie i tak nie wrócimy na narty, to proponują wypad na miasto i małą imprezkę. - odezwał się Naruto, podrywając z kanapy.

Kiba natychmiast się ożywił i poparł przyjaciela. Pozostali również przystali na propozycję chłopaka. Nie minęło wiele czasu, a wszyscy byli gotowi do wyjścia.

W ciągu dnia opustoszałe miasteczko, okazało się wyjątkowo żywe po zmroku. Nieliczne bary i kameralne knajpki były pełne bawiących się ludzi. Hebi wybrali jedną z mniejszych i na wstępie poprosili po piwie dla każdego. Niedługo później zamieniło się ono w coraz to więcej butelek Sake i innych trunków. Koło północy Kiba był już królem parkietu, z dwiema ciemnowłosymi pięknościami przy boku.Shino zaś rozgadał się i dyskutował z Shikamaru i Chojim na jakiś niezwykle ciekawy temat. Ino, Sakura i Tenten flirtowały z niezwykle przystojnym barmanem, Sasuke zaś warczał na klejące się do niego dziewczyny. Lee i Neji siedzieli gdzieś w kącie i siłowali się na rękę, natomiast Naruto zdecydowanie za dużo uwagi, jak na zwykłego kolegę poświęcał Hinacie. Co ciekawe, kompletnie jej to nie przeszkadzało.

Godziny mijały, alkohol się lał, a nasi bohaterowie coraz bardziej odpływali ze świata rzeczywistego. Koło 3 nad ranem ktoś zarządził powrót do hotelu, który do najłatwiejszych nie należał. Dosłownie każdy niósł każdego i trasa, którą można było przebyć w 15 minut zajęła 4 razy więcej. Na szczęście wszyscy w końcu znaleźli się w łóżkach. Niekoniecznie swoich, ale kto by się tym przejmował.

Poranek, a właściwie popołudnie następnego dnia było bardzo ciężkie. Kac jaki dopadł przyjaciół był potworny. Na szczęście obsługa widziała w jakim stanie wrócili oni do hotelu i zlitowała się nad nimi. Dostarczono im do pokoju lekkie, lecz obfite śniadanie, leki przeciwbólowe i kilka litrów wody.

Po dłuższym czasie wszystkim udało się doprowadzić do ładu, ale nikt nie miał ochoty na wychodzenie gdziekolwiek. Dlatego też reszta dnia zleciała na grach i śmiechach.

Jednak pozostałe dni wróciły do "normy", czyli rano stok, wieczorem klub. Ale nikt nie pozwoli sobie na tak wiele alkoholu jak pierwszego dnia.

Co do Kiby, stwierdził on, że szkoda mu ferii na złamaną rękę i jeździł z gipsem. Na początku było dużo śmiech, bo miał on problem z utrzymaniem równowagi przez ciężar z jednej strony. Ostatecznie jednak udało mu się przyzwyczaić do tego.

Sakura i Hinata ostro uczyły się jazdy na nartach i już po 2 dniach przeszły na większą górkę, gdzie Shino i Shika pokazali im jak balansować ciałem, żeby sprawniej skręcać. Były świadkami jeszcze kilku widowiskowych wywrotek i wyścigów o niemałe stawki. Na szczęście obyło się bez większych uszczerbków na zdrowiu.

Aż w końcu nadszedł czas powrotu.

- Nie chcę wracać. - jęczał Naruto.
- Jeszcze niedawno nie chciałeś tu jechać. - odparł ze śmiechem Choji.
- Ale teraz nie chcę wracać!
- Jak dobrze, że mamy jeszcze kilka dni wolnego. - odparła Ino pakując ostatnie rzeczy.
- Odpoczniemy po feriach. - zaśmiała się Tenten.
- No, moja wątroba ma dosyć. - zaśmiał się Kiba, a pozostali mu zawtórowali.
- Wszyscy gotowi? - zapytał po chwili Sasuke.
- Tak jest!
- No to w drogę. - zarządził i jako pierwszy opuścił pomieszczenie.
- Jakby nie patrzeć, to były udane ferie. - podsumował Kiba i równiesz wyszedł na korytarz.

Pozostali w dobrych nastrojach również wyszli z apartamentu i rozpoczęli drogę powrotną do szarej rzeczywistości.


~*~*~ 

Jest 1:20 a ja kończę rozdział. Już nie myślę i nie dałam rady sprawdzić błędów, więc jak takowe się pojawią z góry przepraszam. 

Klasycznie liczę na opinie i komentarze :D

Do napisania!

piątek, 2 czerwca 2017

Pomiędzy światami

Cześć kochani!
Jak mówiłam na Instagramie, dziś zamiast kolejnego rozdziału pojawia się opowiadanie konkursowe. ;) Więcej powiem na końcu i na razie zapraszam do czytania.

~*~

Biegła przez wąskie ulice otoczone starymi, lecz malowniczymi kamienicami. Jej długie różowe włosy łopotały na wietrze, a kolorowa torba obijała się o bok.

- Cholera! Cholera! Cholera! Znowu się spóźnię Profesor Diana mnie zabije! – krzyczała na siebie w myślach.

Dziewczyna wypadła zza rogu i jej oczom ukazał się potężny gmach Czeskiej Akademii Sztuk Pięknych. Studiowała tam dopiero drugi semestr, ale już zdołała podpaść połowie prowadzących. A powód był jeden – nagminne spóźnienia.

Różowowłosa dziewczyna na pełnym biegu wpadła do budynku i nie zwalniając pomknęła ku schodom. Już po chwili przemierzała piętro, na którym właśnie odbywały się jej zajęcia. Zatrzymała się dopiero w momencie, gdy dotarła do sali 113. Spojrzała na zegarek, który wskazywał 8:20 po czym przeklęła w duchu i delikatnie otworzyła drzwi. Miała cichą nadzieję, że pani profesor będzie zajęta jakimś studentem i nie zauważy jej wtargnięcia. Niestety, nadzieja matką głupich.


- Panna Anděl, cóż za niespodzianka! – zawołała głosem pełnym sarkazmu i jadu.

- Wybacz pani profesor, to się już więcej nie powtórzy. – odparła ze skruchą dziewczyna.

- Mówisz to za każdym razem. Siadaj i bierz się do pracy. – zganiła ją i wróciła do krytykowania pracy jakiejś biednej brunetki.


Och, jak ona nienawidziła tej kobiety! Profesor miała ponad 50 lat i była tak zwaną starą panną z kotem, a swoje napięcie seksualne rozładowywała na niewinnych studentach. Dziewczyna zasiadła przed sztalugą na wysokim krześle i spojrzała na podwyższenie, które usytuowane było na środku sali. Na prostej sofie siedział dobrze zbudowany i przystojny mężczyzna. Domyśliła się, że skoro modelem jest Mark, to mają dziś ćwiczenia rysunku. Nie tracąc więcej czasu chwyciła za torebkę w poszukiwaniu potrzebnych przyborów. I wtedy dotarło do niej coś strasznego, otóż cały piórnik został na jej biurku. Zaczęła przegrzebywać torebkę z nadzieją znalezienia choćby kawałka rysika, ale jej starania nie przyniosły skutku. Już miała zacząć wyklinać wszystko na czym świat stoi, kiedy usłyszała za plecami znajomy głos.

- Pst, Nicole.


Dziewczyna odwróciła się i ujrzała nieziemsko przystojnego, błękitnookiego chłopaka. Jego czarne włosy były lekko rozczochrane, a na wąskich ustach błąkał się wyraz rozbawienia. W wyciągniętej ręce dzierżył ołówek.

- Nataniel, jesteś wielki. – wyszeptała do przyjaciela z ulgą w głosie.

Nicole ponownie odwróciła się w stronę czystej kartki, nim profesor Czepialska zdążyła ją zrugać za rozmowę w czasie zajęć i skupiła wzrok na modelu. Już po chwili na arkuszu pojawiły się pierwsze kreski. Z czasem, im więcej elementów obrazu się pojawiało, tym jej umysł bardziej oddalał się od ciała. Pozwoliła ponieść się sztuce. Zawsze tak się działo, gdy siadała przed płótnem. Jej wzrok był zamglony, ale mimo to ręka doskonale wiedziała co robić. Mięśnie same wyprowadzały kolejne linie, cienie, detale. Zdążyła przez tą krótką chwilę stracić rachubę czasu. Nie wiedziała, czy rysuje od 10 minut, 2 godzin, czy tygodnia. Nie liczyło się nic, prócz kartki, ołówka i modela.


- Co to ma być?!


Nicole o mało nie spadła z krzesła, kiedy ostry głos profesor wybił ją z transu w jakim się znalazła. Zamrugała kilkukrotnie i dopiero wtedy dostrzegła, co wyszło spod jej ręki. Postać modela była niesamowicie realistyczna, a rysunek wykonany był z niewyobrażalną dbałością o szczegóły, ale…


- O nie Znowu to zrobiłam… - zganiła się w myślach i czekała na naganę nauczycielki.


Otóż postać na rysunku była w połowie człowiekiem, a w połowie zwierzęciem. Goła klatka piersiowa Marka była umięśniona i idealnie odwzorowana, podobnie szerokie ramiona i silne ręce. Przystojna twarz przyciągała uwagę, ale jeszcze bardziej wyłaniające się z kosmatych pukli włosów puchate niedźwiedzie uszy. Natomiast nogi poniżej kolan zostały pokryte sierścią, a stopy zamieniły się w potężne łapy. Z obrazu biła siła i pewnego rodzaju magia, której dziewczyna nie rozumiała.


- Pragnę pannie przypomnieć, że trwają właśnie zajęcia z portretu, czyli odwzorowywania rzeczywistości, a nie abstrakcja. Jeszcze jeden taki wybryk, a osobiście dopilnuję, aby nie ukończyła panna naszej akademii! – zrugała ją – Koniec zajęć! Wynocha! – krzyknęła do uczniów ostrym tonem.


Nicole jako pierwsza wyleciała z sali, żeby przypadkiem jeszcze bardziej nie rozeźlić profesor. W połowie schodów prowadzących na parter poczuła ucisk na ramieniu. Był to Nataniel, jej najlepszy przyjaciel, z którym znała się praktycznie od zawsze. Chłopak był tak wysoki, że Nicole musiała zadrzeć głowę do góry, by spojrzeć w jego wiecznie śmiejące się błękitne oczy.


- Co tym razem? – zapytał na wstępie.

- Nie dość, że nie podłączyłam sobie telefonu na noc do prądu, przez co się rozładował i nie zadzwonił budzik, to jeszcze nie spałam pół nocy. – tłumaczyła, żywo przy tym gestykulując.

- Znów ten sen? – zapytał zmartwiony.

- Ta… - odparła, po czym ponowiła wędrówkę po schodach.


Nicole miała dzisiaj jeszcze wykłady z barw i ćwiczenia z rzutów w sztuce, nie tak źle. Na obiad będzie już w domu. Kiedy kierowała się do wschodniego skrzydła akademii dostrzegła kątem oka, że Nataniel się jej przypatruje i chichocze pod nosem.


- Co znowu? – warknęła w stronę przyjaciela.

- Czy widziałaś się dzisiaj w lustrze? – zapytał rozbawionym głosem.


Lekko zdezorientowana Nicole odwróciła się w stronę szyby, w której dobrze było widać jej odbicie i właśnie wtedy zrozumiała o czym mówił chłopak. Miała na sobie zielone spodnie, fioletową koszulkę z motywem tęczy, bluzę w kropki i dwa różne trampki. Całości dopełniały różowe włosy i ciemne tatuaże wystające spod podwiniętych rękawów. Nicole jęknęła cicho, po czym machnęła ręką ze słowami:


- Pieprzyć to. I tak gorzej już być nie może.


Chwilę potem weszli i do auli, gdzie miał odbyć się wykład. O dziwo reszta dnia nie przyniosła nowych niespodzianek.


~*~


Stała w ciemnościach, otaczały ją obumarłe drzewa i suche trawy. Na niebie nie było ani gwiazd, ani księżyca. Wokół panowała grobowa cisza. Próbowała się ruszyć, ale nie mogła. Spojrzała na dół. Jej nogi były otoczone przez czarne pnącza. Nagle usłyszała trzask łamanych gałęzi i ciężki oddech… czegoś. Zaczęła się rozglądać wokół, ale nic nie dostrzegła. Dźwięk dochodził jednocześnie zewsząd i znikąd. To coś znajdowało się coraz bliżej, czuła to. Zaczęła się szarpać, aż udało jej się uwolnić, po czym rzuciła się biegiem przez las. Czuła, jak gałęzie uderzają ją w twarz i nogi. Poczuła, że jakiś kolec rozerwał jej skórę na ramieniu, ale nie mogła się zatrzymać. Musiała biec. Uciekać. To coś się zbliżało, czuła jego stęchły oddech na plecach. Nagle się potknęła i upadła u podnóża uschniętego dębu. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła były czerwone ślepia i uczucie rozrywającego bólu.


Nicole zerwała się z łóżka z krzykiem. Była cała spocona, a jej dłonie drżały.


- Znowu, znowu ten sam sen. Co to ma oznaczać?


Kiedy trochę się uspokoiła spojrzała na zegarek, który wskazywał 4:00. Na uczelnię miała dopiero na 9:00, ale wiedziała, że nie zdoła już zasnąć. Usiadła zatem przy biurku, włączyła światło i zaczęła rysować. Po chwili na kartce pojawiły się czerwone, żądne krwi ślepia. Spojrzała na ścianę nad stołem. Wszędzie wisiały sceny z koszmaru, który właśnie przeżyła. Męczył on ją od kiedy skończyła 12 lat. Mówiła o tym rodzicom, była nawet u psychologa, ale nikt nie był w stanie jej pomóc. Kiedyś koszmar pojawiał się raz w miesiącu, czasem rzadziej, ale ostatnio nękał ją praktycznie co noc. Przesiedziała tak kolejną godzinę, aż postanowiła udać się pod prysznic, by przegonić czarne myśli. Lodowata woda spływała po jej plecach, zmywając pozostałości po potwornym śnie i przygotowując ją na kolejny dzień.


Dziś wybrała bardziej stonowany strój. Ubrała swoje ulubione podarte jeansy, czarne botki na obcasie, bordową koszulkę i luźny, kremowy sweter. Nicole przyjrzała się swojemu odbiciu. Stała przed nią niska dziewczyna, której ramiona, plecy i uda pokrywały liczne tatuaże, a długie do pasa różowe włosy opadały falami na ramiona. W prawym uchu miała tyle kolczyków, że straciła już rachubę, ile ich tam faktycznie było. Dziwiła się, że rodzice zgadzają się na to, aby wyglądała tak jak wygląda. Nicole westchnęła głośno i wyszła z pokoju. Mieszkanie w jakim mieszkała wraz z rodzicami było niewielkie, lecz bardzo przytulne. Mama dziewczyny była śliczną kobietą, która zarażała optymizmem. Ojciec zaś był zdecydowanie bardziej poważnym człowiekiem, ale kiedy się go bliżej poznało okazywał się bardzo uczuciowym mężczyzną. Obydwoje byli dosyć wysocy i posiadali ciemnobrązowe włosy. Nicole wiele razy zastanawiała się, dlaczego jest ona malutką blondynką i nie odziedziczyła po rodzicach żadnych cech wyglądu. Zawsze jednak tłumaczyła sobie to mutacją genetyczną, bo podobno jej świętej pamięci babka bardzo ją przypominała.


- Wszystkiego najlepszego, kochanie! – zawołała znajdująca się w kuchni kobieta – Nie mogę uwierzyć, że masz już 20 lat!

- No tak mam dzisiaj urodziny. – przypomniała sobie nagle.


Po krótkich życzeniach i uściskach, mama Nicole ponownie się odezwała:


- Długo masz dzisiaj zajęcia?

- Nie, tylko historię sztuki, ale potem idę jeszcze z Natanielem na pizzę. – odpowiedziała.

- Super, to zaproś go tuta, to dostaniesz od nas porządny prezent, bo teraz nie ma na to czasu. – odparła wesoło kobieta.

- Jaki prezent? – zaciekawiła się dziewczyna.

- Zobaczysz! – zawołała rozbawiona – Jedz śniadanie, bo znowu się spóźnisz, a chyba tego nie chcesz.


Po krótkim posiłku Nicole wyszła na ulice miasta. Miała jeszcze godzinę do rozpoczęcia zajęć, więc kolejne alejki przemierzała powolnym spacerkiem. Rozglądała się wokół słuchając przy tym piosenek z nowej płyty jej ulubionego rockowego zespołu. Praga była pięknym miejscem, pełnym zabytkowych kamienic i malowniczych zaułków. Kochała to miasto, bo głównie niemu znajdowała inspiracje na nowe dzieła. Dziś jednak ciężko jej było cieszyć się przechadzką. Ciągle po głowie chodziły jej czerwone ślepia ze snu i co chwilę przed oczami przemykały jej dziwne zjawiska. Raz wydawało jej się, że widzi na głowie przechodzącej obok niej kobiety mysie uszy. Innym razem przemknął jej mężczyzna z puszystym lisim ogonem. Jednak za każdym razem, gdy skupiała na danej osobie wzrok dziwne przywidzenia znikały. Już nie pierwszy raz zdarza jej się coś takiego, jednak wciąż nie udało jej się zrozumieć funkcjonowania swojej głowy. Od kilku lat prześladują ją dziwne zwidy i przeczucia, które po zachodzie słońca zmieniają się w potwory. Od roku bała się wychodzić z domu po zmroku, ciągle czuła się obserwowana i zagrożona. Nicole odrzuciła od siebie te myśli i niemiłe wspomnienia, po czym skupiła się na drodze do akademii.



~*~ 


Ku uldze dziewczyny zajęcia minęły bez większych niespodzianek, choć przez cały wykład wydawało jej się, że za uszami profesora połyskują sowie pióra. Pizza z Natanielem przebiegła nad wyraz spokojnie, lecz nie obyło się bez wesołej atmosfery. Zgodnie z prośbą mamy Nicole dwójka przyjaciół pojawiła się w domu dziewczyny.


- Nat! Dawno się nie widzieliśmy! – zawołała radośnie pani domu.

- Dzień dobry. – przywitał się chłopak i usiadł na kanapie w dużym pokoju.

- No to dowiem się w końcu, co to za niespodzianka? – zapytała zniecierpliwionym głosem Nicole.


Jej rodzice oraz Nataniel wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami, co ani trochę nie spodobało się dziewczynie. Pan domu wyszedł bez słowa z pokoju, po czym wrócił z laptopem w ręce i postawił go przed dziewczyną.


- Zanim to obejrzysz – zaczęła niepewnym głosem ciemnowłosa kobieta – wiedz, że kochamy Cię jak własną córkę.


Nicole zamrugała kilkukrotnie i otworzyła pokrywę komputera. Na monitorze pojawiła się kobieta. Miała długie, blond włosy, które wyglądały na niezwykle miękkie, zaś jej oczy były… były dokładnie takie same jak u Nicole. Na pierwszy rzut oka zdawały się być złote, ale po dokładniejszej analizie ich barwy dostrzec można było odrobinę brązu otaczającą źrenicę oraz zieleń okalającą zakończenie tęczówki. Dziewczyna spoglądała właśnie na starszą wersję jej samej. Nie wiedząc co powiedzieć odpaliła filmik.


Witaj Nicole. Nazywam się Aleya i jestem Twoją matką. Zapewne właśnie przeżyłaś szok, ale zanim mnie znienawidzisz, wysłuchaj do końca, co Ci mam do powiedzenia. Po pierwsze, jeśli to oglądasz, to znaczy, że już od dawna nie żyję, więc nawet nie masz po co próbować mnie odnaleźć. Jedynie narazisz się na niebezpieczeństwo. Po drugie, wcale nie chciałam Cię zostawić, ale nasze życie jest zagrożone. Ktoś poluje na Widzących. Jeżeli zostaniesz ze mną to na pewno Cię zabiją. A ja na to nie pozwolę. Eliza i Leon są dobrymi ludźmi, dokładnie się im przyjrzałam i osobiście wybrałam. A teraz wyjaśnię Ci parę rzeczy. Właśnie skończyłaś 20 lat. Zapewne zauważyłaś, że twoje oczy postrzegają świat inaczej niż wzrok innych ludzi. Widzisz na swojej drodze osoby ze zwierzęcymi atrybutami oraz czujesz obecność dobrej oraz złej magii. Wszystko co Ci się wydaje przywidzeniami, tak naprawdę nie jest nimi. To Twoja moc się przebudza… - w tle słychać było łomot do drzwi – Nie mam za wiele czasu, więc nie wyjaśnię Ci wszystkiego. Idź do Nataniela, on Ci odpowie na Twoje pytania. Widzący, czyli ja i Ty są pośrednikami między światami ludzi, demonów i Simferi (łac. simus - człekokształtny, fera - bestia: Człekokształtna Bestia). Musisz bronić światy przed czyhającym w mroku złem. Takie jest Twoje przeznaczenie. Przeznaczenie całego naszego rodu. Jesteśmy Aurevis (łac: aureus - złoty, visum - wzrok: Złoty  Wzrok) i bądź z tego dumna. Amulet, który przekazałam Twoim opiekunom będzie Cię chronił, ale jego moc nie jest wielka, więc musisz sama opanować odpowiednie zaklęcia. Twoje oczy są bronią, błogosławieństwem i przekleństwem. – łomot był głośniejszy, a kobieta na filmie mówiła coraz szybciej i mniej składnie – Wiem, że masz wiele pytań i niewiele z tego rozumiesz, ale masz Nataniela. On zna odpowiedzi, wszystko ci wyjaśni i pomoże. I pamiętaj, kocham Cię córeczko. – w oczach kobiety pojawiły się łzy i w tym momencie film się urwał.


W pokoju panowała cisza. Nicole bezwiednie złapała za amulet wiszący na jej szyi i głaskała jego nierówności. Był to złoty krążek, z wygrawerowanymi liniami, które układały się w literę A. Do tej pory nie wiedziała, czemu czuła takie przywiązanie do naszyjnika, ale teraz wszystko się wyjaśniło. W błyskotce uwięziona była magia, która miała ją ochraniać. Podświadomie czuła, że nie powinna się z nim rozstawać. Wciąż otumaniona spojrzała na Nataniela i spytała słabo:


- Czy to jakoś żart?


Niestety widząc przepraszający wzrok chłopaka straciła wszelką nadzieję. Przygarbiła się, jakby na jej barki założony został ogromny ciężar i ponownie odezwała się do przyjaciela. A może on tyko udawał jej przyjaciela? Już sama nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.


- Mów. Powiedz mi, wyjaśnij o co tu chodzi. Czym jestem i czym są te całe Simferi?


Nataniel westchnął cicho, wyprostował się na kanapie i zaczął mówić:


- Jestem jednym z Simferi, czyli potomkiem człowieka i zwierzęcia zwanego Sollimate (łac. sollers - inteligentny, animate - zwierzęcy: Inteligentny zwierz). Ale od początku. Wiele milionów lat temu światem równolegle rządziły dwa królestwa – ludzi i inteligentnych zwierząt. Obie nacje żyły w spokoju i harmonii zasiedlając Ziemię. Nie wchodziły sobie w drogę, istniały obok siebie. Aż w końcu, w czasie jednego z pokojowych spotkań ludzka królowa i pan Sollimate niespodziewanie zakochali się w sobie. Postanowili zatem zmieszać krew i połączyć swoje rody. Tak pojawił się pierwszy Simferi. Ich syn imieniem Aureliusz (łac. aureolus – złocisty, wspaniały) odziedziczył po matce urodę i ludzką postać, zaś po ojcu zwierzęce zmysły i długowieczność. Gdy wieść o zjednoczeniu się królestw rozeszła się po świecie, ludzie i Sollimate przełamali bariery i uprzedzenia dzielące ich od setek lat. Jednak nie wszyscy podzielali szczęście pary królewskiej i ich potomka. Niektórzy Sollimate uważali się za lepszych od ludzi, twierdzili, że to oni jako pierwsi zasiedlali Ziemię i to do nich należy prawo do planety. Buntownicy zaatakowali pałac królewski i zabili władców. Na szczęście Aureliuszowi udało się powstrzymać powstańców i za karę wygnał ich z planety. Nowy król był niesamowicie mądrym władcą i przy pomocy magii Ziemi i wstawiennictwu bogiń stworzył Klucz. Dzięki niemu utworzone zostało specjalne więzienie dla buntowników, którzy przez lata nienawiści zmienili się w demony, porzucając swoje cywilizowane zachowania. Więzienie to zostało zawieszone między wymiarami w nicości, wykluczając jakąkolwiek możliwość ucieczki. Na Ziemi w końcu zapanował spokój. Król umierając powierzył Klucz swojemu następcy i tak z pokolenia na pokolenie przechodził on z rąk do rąk. Z czasem jednak pokój został zachwiany. Simferi byli obdarzani coraz to większą władzą, co nie spodobało się ludziom i ci wypowiedzieli im wojnę. Potomek Aureliusza za nic w świecie nie chciał pozwolić na rozlew krwi. Wiedział, że ludzie z natury są bardzo okrutni i w czasie walk najbardziej ucierpieliby niewinni. Postanowił więc odsunąć się wraz ze swoim dworem od władzy w cień, oddając władzę ludziom. Podobnie postąpili Simferi oraz Sollimate, którzy nie mogli zaznać spokoju w nowym królestwie. Ci pierwsi nauczyli się ukrywać swoje zwierzęce atrybuty i umiejętności, by móc żyć wśród ludzi. Klucz natomiast został schowany przez byłego Króla i zapomniany. Niestety niespełna 200 lat temu został on odnaleziony i wpadł w złe ręce. Ktoś próbuje się zemścić na ludziach i zawarł układ z demonami, które między wymiarami przez tysiące lat łączyły się i rosły w siłę. W obecnych czasach nikt nie jest bezpieczny. Najbardziej krwawa wojna w historii wisi w powietrzu.


- A mi co do tego wszystkiego? – zapytała, kiedy chłopak ucichł na dłuższą chwilę.

- Tak się składa, że bardzo wiele. Niedługo po oddaniu władzy w ręce ludzi narodził się pierwszy Widzący. Okazało się, że był on w stanie, bez najmniejszych przeszkód dojrzeć prawdziwą naturę każdego stworzenia stąpającego po Ziemi. Nic nie było w stanie ukryć się przed jego złotymi oczyma, posiadających domieszkę brązu mądrości ziemi oraz krztę zielonego dziedzictwa lasów. Po latach szkoleń i powiększaniu rodu Widzących okrzyknięci zostali oni pośrednikami między światami. Wtedy jeszcze nie wiedziano, jak ważną rolę w świecie będą oni mieli. Gdy 200 lat temu pierwsze demony zaczęły panoszyć się po Ziemi, niosąc ból i zniszczenie odkryto kolejny dar Widzących. Głęboko zakorzeniona w nich magia pozwoliła otwierać na krótkie chwile między wymiarowe bramy i odsyłać demony z powrotem do więzienia. Niestety okazało się, że nie każdy ma wystarczającą moc i do walki z potworami zdolna była zaledwie garstka z licznego rodu. Jednak wściekłe demony nie zważały na siłę magii Widzących i zabijały każdego, kto nosił błogosławione oczy. To była istna rzeź. Ja… Pamiętam to dokładnie. Może i nie wyglądam, ale mam 143 lata. Znałem bardzo dobrze Twoją matkę. To ona osobiście powierzyła mi opiekę nad Tobą 20 lat temu.


Nataniel spoglądał obolałym wzrokiem na twarz przyjaciółki. Ta zaś siedziała nieruchomo i w ciszy przyswajała sobie nowe informacje. To co właśnie usłyszała było wprost absurdalne. W głowie pojawiały jej się pierwsze pytania, a po chwili były już ich setki.


- Czy… Czy to jakiś urodzinowy żart? – zadała pierwsze i najbardziej nurtujące z nich.

- Przykro mi, ale niestety nie. – odparł smutno.

- To… Powiedz… Powiedz mi, ile nas zostało. Nas, czyli takich jak ja, Widzących.

- Po masakrze są to pojedyncze jednostki. Z twojego klanu, który jest najstarszym i w prostej linii wywodzi się od pierwszego Widzącego zostałaś ostatnia. Ogólnie w Europie jest was dwójka, w Azji również dwoje, w obu Amerykach po jednym, podobnie w Australii i Afryce.

- Ośmiu. – szepnęła do siebie zszokowana, ale nagle coś sobie uświadomiła – Skąd wiecie, że jest we mnie wystarczająco potężna magia? Sam mówiłeś, że nie każdy jest w stanie pokonać demony.

- Naszyjnik. – wskazał na szyję dziewczyny – W nim oprócz zaklęć ochronnych ukryta jest potężna magia Twojego klanu. Kiedy odpowiednio się przygotujesz będziesz w stanie zawładnąć nią całą. Każdy z ośmiu ocalałych Widzących posiada taki amulet.

- Dobrze, to teraz powiedz mi…


Rozmowa przyjaciół trwała do późnych godzin nocnych. Nicole wypytała się o praktycznie wszystko, co jej przyszło do głowy. Dowiedziała się, że Simferi są w stanie manipulować swoim wiekiem, dzięki czemu Nataniel był przy dziewczynie od przedszkola. Poznała zarys historii swojego rodu oraz wypytała swoich rodziców w jaki sposób się u nich znalazła. Eliza i Leon odetchnęli z ulgą, gdy Nicole zapewniła, że nowa wiedza nic nie zmienia w ich relacji. Nataniel obiecał dziewczynie, że dostarczy jej wszystkie księgi i zwoje związane z jej rodem jakie posiada w domu. Zmęczeni nie zdołali nawet dojść do pokoju Nicole i zasnęli na kanapach w salonie, czego rano bardzo pożałowali.


~*~


Od urodzin Nicole minął już miesiąc. Dziewczyna powoli przyzwyczaiła się do nowej roli. Spędzała z Natanielem każdą wolną chwilę i co rusz dowiadywała się nowych rzeczy. Chłopak cierpliwie odpowiadał na każde pytanie i chętnie wyjaśniał wątpliwości przyjaciółki. Właśnie spacerowali po przyprószonej śniegiem Pradze.


- Gdzie my tak właściwie idziemy? – zaciekawił się Nataniel.

- Do biblioteki. – odparła skręcając w ruchliwą alejkę – Skończyłam już czytać wszystkie książki, które mi przyniosłeś i wciąż mało wiem. Może w Bibliotece Narodowej znajdę coś ciekawego. Jakieś legendy, albo ludowe przekazy. Cokolwiek.

- No nie głupie. – przyznał z uznaniem.


Kolejne godziny minęły im na przeszukiwaniu licznych regałów, jednak niewiele udało im się znaleźć. Trafiali jedynie na jakieś bezsensowne bajeczki dla dzieci. Nicole dotarła do jakiejś starej, zaciemnionej i mocno zakurzonej części biblioteki. Alejki ciągnęły się wzdłuż zimnej, ceglastej ściany. Złote oczy dziewczyny prześlizgiwały się po tytułach zabytkowych tomów. Była mocno zrezygnowana i lekko podłamana brakiem jakichkolwiek rezultatów jej poszukiwań. Miała już opuszczać zapomniane alejki, kiedy jej oczy dojrzały coś intrygującego. Na jednej z ksiąg wygrawerowana została złota litera A, wyglądająca dokładnie jak ta, która znajdowała się na jej naszyjniku. Nicole delikatnie wyjęła księgę i otworzyła na pierwszej stronie, po czym zaczęła przewracać kolejne kartki. Cała księga była… pusta. Idealnie czysta.


- Co do… - wymamrotała pod nosem.


Już miała odłożyć tom na miejsce, gdy coś zalśniło pomiędzy księgami. Rozsunęła je delikatnie i jej oczom ukazała się ściana. Na jednaj z cegieł wyryty był dokładnie ten sam symbol, co na księdze. Przyjrzała mu się dokładnie i zwróciła uwagę na jeden szczegół. W miejscu, gdzie powinien znajdować się szlachetny kamień było wgłębienie. Pchnięta impulsem zdjęła z szyi amulet i przytknęła go do ściany. Nagle po jej prawej stronie usłyszała zgrzyt. Przeszła na koniec regału i ujrzała niewielkie przejście znajdujące się we wnęce. Z mieszanymi uczuciami weszła do ciemnego pomieszczenia.


- Osz ty w dupę.


Przed dziewczyną rozpościerała się niewielka biblioteczka. Od razu widać było, że od wielu lat nie była odwiedzana. Nicole chwyciła za pierwszą z brzegu książkę i aż zachłysnęła się powietrzem. Przejrzała tytuły pozostałych tomów i już była pewna. Znajdowała się właśnie w ukrytej bibliotece Widzących, a dokładnie jej rodu.


~*~


- Nat, patrz co znalazłam! – zawołała radośnie Nicole.


Dwójka przyjaciół od tygodnia studiowała księgi w odnalezionej bibliotece. W tym czasie Nicole za zdziwieniem odkryła, że tatuaże pokrywające jej ciało to tak naprawdę magiczne symbole ochronne. Podświadomie już od dawna czuła w sobie magiczną siłę. Coraz lepiej wychodziły jej też zaklęcia i nauka starożytnego języka Widzących.

- Musimy się zbierać. Niedługo zamykają. – odezwał się Nataniel.


Dziewczyna oderwała się od grubego tomu mówiącego o magicznym Kluczu stworzonym przez króla Aureliusza. Nie chciała wracać, ale wiedziała, że chłopak ma rację. Zostawiła lekturę na półce i po chwili byli już na ulicy. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Nicole od kiedy nauczyła się kilku zaklęć obronnych chętniej wychodziła wieczorami. Nie zmieniło to jednak jej strachu przed czyhającymi w mroku bestiami. Szli chodnikiem co rusz się trącając i popychając, aż nagle Nicole się z kimś zderzyła.


- Przepraszam Ja naprawdę nie chciałam… - i wtedy dojrzała twarz przechodnia.


Stał przed nią wysoki, dobrze zbudowany blondyn, a jego ciemno granatowe oczy świdrowały ją.


- M… M… Max. – wydukała.


W Pradze jest tak wiele ludzi, a los chciał, żeby zderzyła się z chłopakiem, w którym potajemnie się kochała, odkąd zaczęła studia.


- My się znamy? – zapytał zdziwiony.


Nicole wpatrywała się zahipnotyzowana w poruszające się zgrabne usta. Dopiero, kiedy poczuła kłujący ból w boku, którego autorem był Nataniel uświadomiła sobie, że chłopak się jej o coś zapytał.


- T… Tak. To znaczy nie! W sensie, że studiujemy razem, jestem rok niżej. – powiedziała nieskładnie, po czym się zarumieniła.


Max patrzył na nią lekko zdziwionym wzrokiem, po czym promiennie się uśmiechnął.


- To może się poznamy? Max. A ty to?

- Ja… Ja się nazywam… Jak się… Ten… Nicole! Tak, jestem Nicole.

- Miło mi. – podał rękę dziewczynie – To do zobaczenia na uczelni. – i odszedł.


Nicole stała otumaniona i wpatrywała się w alejkę, w której zniknął chłopak. Dopiero głośny śmiech Nataniela wybudził ją z transu.


- Zamknij się! Nie było tematu. – odparła rozeźlona i ponowiła chód.


Mimo wielu gróźb w stronę przyjaciela ten nie miał najmniejszego zamiaru przestać nabijać się z dziewczyny. Ostatecznie sama zaczęła się śmiać ze swojej głupoty i w dobrych humorach rozeszli się do domów. Tej nocy nie dręczyły jej żadne koszmary.


~*~


Koniec marca przyniósł zdecydowanie przyjemniejszą pogodę. Wszyscy, kiedy tylko mogli wybierali się na spacery i przebywali na świeżym powietrzu. Wyjątkiem była Nicole, która wciąż przesiadywała całe dnie w zapomnianej bibliotece Aurevis. Nawet Nataniel nie mógł jej stamtąd wyciągnąć.


Nicole czekała właśnie na zajęcia z Barw, kiedy ktoś ją zaczepił.


- Cześć, Nicole. Dobrze pamiętam?


Dziewczyna szybko się odwróciła i stanęła jak wryta.


- Cz… Cześć Max. – odparła.

- Wiesz, tak się ostatnio zastanawiałem, czy nie masz ochoty wyjść ze mną do kina. Grają teraz kolejną część Gwiezdnych Woje i nikt nie chce ze mną iść. Co ty na to? – zapytał się z uśmiechem.


Minęło kilka długich sekund, w czasie których Nicole próbowała przypomnieć sobie jak się mówi. W końcu wyrzuciła z siebie.


- Tak, chętnie, czemu nie.

- No to widzimy się jutro o 16:00 pod uczelnią. Może być?

- T… Tak. – znowu się zająknęła.

- To do zobaczenia. – nie czekając na odpowiedź odszedł.


Akurat na nieszczęście Nicole, Nataniel widział całe zajście i nie omieszkał się nabijać z przyjaciółki do końca dnia.


Nazajutrz różowowłosa dziewczyna nie mogła sobie znaleźć miejsca. Nie spała z nerwów pół nocy, a rano zmieniała strój aż 3 razy. Oczekiwana przez nią godzina zero przyszła zdecydowanie za szybko. Nicole stała pod głównymi drzwiami uczelni i niespokojnie przestępowała z nogi na nogę.


- Cześć. - dziewczyna aż podskoczyła, kiedy Max pojawił się za jej plecami – Możemy iść?

- T… Tak. – odparła niepewnie.


Przez całą drogę do kina Max wesoło opowiadał różne historie, dzięki czemu Nicole w końcu się rozluźniła i przestała jąkać. Dziewczyna była w siódmym niebie. Nie sądziła, że kiedykolwiek pójdzie na randkę z miłością swojego życia. No dobra, spotkanie, we dwoje, więc to prawie randka. Przez cały seans nie mogła się skupić na filmie. Nie przyznała się Maxowi, ale nie cierpiała Gwiezdnych Wojen. Kilkukrotnie Nataniel próbował namówić ją na oglądanie całej serii, ale przy każdym podejściu zasypiała po pierwszych 20 minutach. Teraz przechodziła istną walkę z samą sobą, by jakoś przetrwać te niekończące się katusze. W końcu nie chciała zrazić do siebie Maxa. Nie teraz, kiedy nareszcie zdołała się do niego normalnie odezwać. Po seansie chłopak nie mógł przestać zachwycać się fabułą i efektami specjalnymi. Nicole jedynie cicho przytakiwała i starała się wyłapywać jakieś wątki, które jakimś cudem zapamiętała z filmu.


- No świetne to było! Nieprawdaż?


Nicole przytaknęła cicho, chłopak ciągnął dalej.


- Niedługo wychodzi kolejna część, jak Ci się tak podobało, to może znowu się wybierzemy?

- Tak… Z chęcią. – dziewczyna przywołała na usta wymuszony uśmiech i jakimś cudem udało jej się zmienić temat ich rozmowy.


Spacerowali po mieście jeszcze dłuższy czas, aż zrobiło się ciemno. Kiedy dotarli pod kamienicę Nicole i musieli się pożegnać Max przytulił zaskoczoną dziewczynę, po czym pocałował ją w policzek. Oszołomiona nawet nie zauważyła, jak chłopak odchodzi i znika za zakrętem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła zaraz po wkroczeniu do pokoju było złapanie za telefon i wybranie numeru Nataniela.


- Cześć, co tam?
- Pocałował mnie!
- Czekaj, co?!
- No pocałował! W policzek! AAAA‼! Jestem taka szczęśliwa!
- Hahaha! Co za baba…
- Ej, no co?
- Nic, nic. Tylko jakbyś nie zauważyła, to ja Cię ciągle całuję w policzek na powitanie.
- Ale to ty. Ty się nie liczysz.
- No wiesz, dzięki.
- Oj, wiesz o co mi chodzi przecież.
- Ale i tak strzelam focha.
- Nat nooo…
- Przecież wiesz, że się nie gniewam. Opowiadaj, jak było.
- To tak…


Rozmawiali jeszcze długi czas, a Nataniel zaśmiewał się z przyjaciółki. Nie mógł uwierzyć, że ta zgodziła się na oglądanie Gwiezdnych Wojen. Dałby wiele, żeby widzieć jej walkę z samą sobą w czasie seansu. Chłopak cieszył się jej szczęściem, ale miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Czuł, że wydarzy się coś złego i to już niebawem.


~*~

- Nicole, posłuchaj mnie choć przez chwilę! Tu coś naprawdę nie gra!

- Po prostu jesteś zazdrosny i tyle! To, że jesteś moim opiekunem nie daje Ci prawa do kontrolowania mnie!

- Ja Cię wcale nie kontroluję, tylko się o Ciebie martwię.

- Skończ już z tym! Mam Cię dość! Wynoś się stąd!


Nataniel chciał jeszcze coś powiedzieć, ale odpuścił i wyszedł z pokoju. Chwilę później po mieszkaniu rozszedł się odgłos zamykanych drzwi.


Minął miesiąc od kiedy Nicole zaczęła spotykać się z Maxem. Od tego czasu jej kłótnie z Natanielem były na porządku dziennym. Przestała też odwiedzać bibliotekę, zawalała uczelnię i zaniedbywała naukę magii. Chłopak za wszelką cenę próbował nakłonić ją do zerwania kontaktów z Maxem, albo chociaż zmiany nastawienia. Niestety nic do niej nie docierało, a konflikt przyjaciół pogłębiał się coraz bardziej.

Nicole chodziła po pokoju w tę i z powrotem, aż w końcu nie wytrzymała i wyszła z domu. Na zewnątrz panowała szarówka, a słońce skłaniało się ku zachodowi. Dziewczyna czuła obecność demonów ukrytych w cieniach. Miała wrażenie, że jest ich więcej niż zazwyczaj, ale zignorowała to przeczucie. Niewiele myśląc skierowała swoje kroki do domu Maxa. Nie rozmawiała z nim od rana i miała nadzieję, że wieczór spędzony z chłopakiem poprawi jej humor. Ulice Pragi nawet o tej porze były zatłoczone, przez co podróż zajęła jej trochę dłużej. W końcu Nicole udało się dotrzeć pod odpowiedni adres. Wtedy usłyszała śmiechy i głośną muzykę wydobywającą się z budynku. Ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy zastukała w drzwi frontowe, ale nikt jej nie otworzył. Dopiero kiedy zaczęła nachalnie dzwonić dzwonkiem usłyszała szczęknięcie zamka w drzwiach. W progu pojawił się jeden z kolegów jej chłopaka.

- Ej, Max! To ta laska z zakładu! – krzyknął w stronę wnętrza domu.

Nicole stała oszołomiona i wpatrywała się w niknącą w budynku sylwetkę chłopaka.

- Z zakładu? O co tu chodzi? – zastanawiała się w myślach.

Nagle stanął przed nią Max. Od razu wyczuć można było od niego zapach alkoholu i dymu, niekoniecznie papierosowego.

- Co ty tu robisz? – zapytał ostro.

- No przyszłam do Ciebie. Nie mogę odwiedzić własnego chłopaka? – zapytała dalej będąc w szoku.

- Pf… Haha! Serio myślałaś, że chodziłbym z kimś takim jak ty? Proszę Cię, jesteś żałosna.

- To dlaczego ty…

- Założyłem się z chłopakami, że wytrzymam z Tobą miesiąc. Jak widzisz, właśnie świętuję zwycięstwo, więc lepiej spadaj stąd i najlepiej zapomnij o mnie. A, i na uczelni udawaj, że mnie nie znasz.

Nicole nie mogła wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiedy drzwi zatrzasnęły się przed jej nosem, jak w transie odwróciła się na pięcie i odeszła. Dopiero po przejściu kilkuset metrów zaczęło docierać do niej to, co się stało, a uczucia brały nad nią górę. Czuła smutek, zawód, ale dominującym uczuciem była złość. Czysta, niczym niezmącona wściekłość, która gotowała krew w jej żyłach. Szybko chwyciła za telefon i wysłała Natanielowi krótką wiadomość.

Miałeś rację, to zwykły cham i prostak. Jestem wściekła!


Im dalej szła, tym jej złość się pogłębiała i przybierała na sile. Widziała i czuła jak demony ukryte w ciemnościach szaleją i próbują ją dopaść. Ignorowała to jednak. Nie obchodziło jej, co się teraz stanie. Z tego wszystkiego skręciła w złą uliczkę, która okazała się ślepa i zdecydowanie ciemniejsza od pozostałych. Już miała zawrócić, kiedy za jej plecami rozszedł się dziwny chrobot i odgłos dyszenia. Przerażona natychmiast się odwróciła i zobaczyła, że jeden z potężnych cieni się do niej zbliża. Nie, to nie był cień. To był potwór. Nicole stała spanikowana i wpatrywała się w czerwone ślepia, które tak dobrze znała ze swoich koszmarów. Im bestia znajdowała się bliżej, tym dziewczyna ściślej przylegała do muru, który oddzielał ją od drogi ucieczki. Potwór był czarny jak bezgwiezdna i bezksiężycowa noc. Jego potężne pazury drapały po ziemi, tworząc w asfalcie głębokie bruzdy. Miał łeb dzikiego wilka, kły potężne niczym lwie, tułów obślizgły i łuskowaty jak u aligatora. Niedźwiedzie łapy uderzały ciężko o podłoże wywołując drżenie, z tyłu rozpościerały się nietoperze skrzydła, a po ziemi ciągnął się ogon łudząco podobny do tego, który spotykany jest u skorpiona. Demon zatrzymał się metr przed dziewczyną. Wystarczył jeden ruch, a zostałaby bez głowy. Nicole zapłakanymi oczami spojrzała w ślepia potwora i już się z nich nie uwolniła. Czuła jak jego czarny umysł wdziera się w jej duszę i wypala ją centymetr po centymetrze. Świat przestał w tym momencie istnieć. Był tylko ból i mroczne wizje serwowane jej przez stwora.


- N.. ol… Ja… Nie… żesz.. ją…

- Co się dzieje? Czyj to głos. – rozmyślała, co szybko poskutkowało rozrywającym bólem. Mimo to nie mogła pozbyć się myśli, że głos ten jest jej znajomy.

- Nicole!

- Kto to? Czy to ja? Czy to moje imię?

- Nicole wracaj‼! To ja, Nat‼!

- Nat… Nat? Nataniel! Boże, wiem kto to! Co on tu robi?

- Obudź się! Nie możesz się poddać!


Nagle poczuła szarpnięcie i upadła na kolana, przerywając kontakt wzrokowy. Słyszała przeraźliwy ryk bestii. Ponownie spojrzała w górę i zobaczyła, że Nataniel wymachuje ogromnym mieczem i atakuje potwora. Cały był zbryzgany czarną posoką, a fragment ogona kreatury leży kawałek dalej. Nicole pierwszy raz widziała przyjaciela w swojej prawdziwej formie. Był on w połowie wilkiem. Miał na głowie sterczące, srebrne uszka, z ust wystawały ostre jak brzytwy kły, a dłonie, które władały niebezpieczną bronią ze śmiertelną precyzją pokryte były futrem, palce zaś zakończone były szponami. Poruszał się płynnie, lekko i dostojnie, jak na dobrze wyszkolonego wojownika przystało. Nicole przyglądałaby mu się dłużej, gdyby nie to, że poczuła na szyi jakieś dziwne wibracje. Spojrzała w dół i ujrzała medalion jej rodu. Kamień znajdujący się na wisiorku pulsował bladym światłem i wzywał Nicole do siebie. Ta niewiele myśląc chwyciła wisiorek w dłonie i wyszeptała:


- Klanie Aurevis daj mi siłę i obdarz magią, bym mogła stawić czoło demonom. Pozwól ochronić mi tych których kocham.

Znała słowa, już dawno znalazła je w jednej z ksiąg w zapomnianej bibliotece, jednak nie sądziła, że tak szybko będzie dane jej je wypowiedzieć. Nagle wokół zalśniło złote światło, a Nicole poczuła, jak napełnia ją dziwne ciepło, a w jej głowie pojawiają się liczne formułki, zaklęcia i symbole. Przebudziła tak długo więzioną magię i pozwoliła zamieszkać jej w niej. Spojrzała lśniącymi oczami na potwora i natychmiast zaatakowała. Złote pociski przeszyły potężne cielsko bestii i przyszpiliły je do ziemi. Nicole przecięła sobie opuszek palca i zaczęła wymalowywać na asfalcie skomplikowane symbole, układające się w okrąg. Kiedy nakreśliła ostatnią linię słowa w prastarej mowie Widzących zalśniły jasno i otworzył się portal. Wnętrze ziało pustką i cierpieniem. Nataniel pomógł Nicole przepchnąć bestię do wnętrza okręgu, po czym dziewczyna wykonała parę symboli dłońmi, a bestia z wrzaskiem zniknęła z tego świata. Symbole przestały świecić i natychmiast zniknęły. Nicole spojrzała na przyjaciela z uśmiechem i powiedziała słabo:

- Udało nam się.

Po czym jej oczy przyciemniały, a zmęczone ciało osunęło się w ramiona chłopaka.

- O nie, to tobie się udało. – powiedział z ulgą.

- Jestem niezastąpiona, nie to co ty. – dogryzła mu jeszcze na koniec, po czym zasnęła.

- Co za złośliwa dziewczyna. – zaśmiał się chłopak i odniósł do jej domu.

~*~


- Ugh, dalej wszystko mnie boli. – wymamrotała ciężko.

- No nic dziwnego, podobno zawsze po pierwszym użyciu magii organizm jest osłabiony, a ty z marszu odesłałaś demona. – odparł ze śmiechem Nataniel.

Minął już tydzień od przebudzenia przez Nicole magii, ale ta dalej nie doszła do siebie. Przez pierwsze dni nie mogła nawet samodzielnie wstać do toalety. Na szczęście Nataniel i rodzice okazali jej wielkie serce i moc cierpliwości.

- Ale już niedługo egzaminy. Nie mogę tak leżeć.

- Spokojnie, wszystko już załatwiłem. Nie musisz chodzić na zajęcia, ale musisz regularnie oddawać sprawozdania i projekty. Do egzaminów jeszcze zdążysz się wylizać. A przy okazji udało mi się sprawić Maxowi piękne limo pod okiem. Muszę przyznać, że całkiem nie źle mi ono wyszło. Dodaje mu drapieżności.


Na te słowa obydwoje się zaśmiali, co wywołało u dziewczyny kolejny już tego dnia napad bólu.


- Dzięki, jesteś wielki. – uśmiechnęła się do niego.

- A tak w ogóle, jak się czujesz? – zapytał nagle.

- Tak jak wyglądam, czyli beznadziejnie.

- Nie chodzi mi o to, tylko o twoją głowę. Jak psychicznie przyjęłaś magię?

- Powiem ci, że zadziwiająco dobrze. Owszem czuję się inaczej, ale nie w negatywnym tego słowa znaczeniu. To jest takie dziwne uczucie wolności i przepełniającego Cię ciepła. Ciężko wyjaśnić to słowami. – zamyśliła się na moment.

- To cieszę się. Sorka, ale muszę lecieć na zajęcia. Już nie mogę się doczekać pretensjonalnego głosu profesor Diany. – sarkazm aż się wylewał z tej wypowiedzi.

- Uuu współczuję. I życzę powodzenia.


Chwilę potem pożegnali się, a dziewczyna ponownie zapadła w sen. Zdrowy i bez koszmarów.


~*~


Jak mówił Nataniel, Nicole zdążyła wydobrzeć do czasu nadejścia egzaminów. Miała sporo do nadrobienia, ale udało jej się wszystko zdać. Wznowiła również naukę zaklęć i testowania tych, które razem z magią pojawiły się w jej głowie. W tym wszystkim wiernie pomagał jej Nataniel, z którym jeszcze bardziej się zbliżyła. Kto wie, może w końcu przełamią dzielącą ich barierę i zostaną parą?


Pewnego ciepłego letniego dnia Nicole opalała się na balkonie, kiedy usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi. Wstała sprawdzić, kto to i ujrzała w przedpokoju Nataniela. Uśmiechnęła się do niego promiennie, ale szybko spoważniała widząc minę przyjaciela.


- Czy coś się stało? – zapytała przejęta.

- Nie, to znaczy tak, ale nic złego. Po prostu właśnie dostałem informację, że przebudził się kolejny Widzący.

- To fantastyczna wiadomość! – zawołała uradowana i uwiesiła się przyjacielowi na szyi.

- No to pakuj się mała, czekan nas wycieczka do Japonii. – zakomunikował z uśmiechem.


Nicole podskoczyła z ekscytacji i nie tracąc czasu pobiegła do swojego pokoju. Nataniel zaśmiał się cicho i rozsiadł się na kanapie w salonie.


- Cholera, chyba się w niej zakochuję. – pomyślał z przerażeniem, ale i tak uśmiechnął się do siebie. Czeka ich naprawdę ciekawa podróż.


~*~*~ 

No i co Wy na to? ;) Cóż, ja wiem tyle, że zdecydowanie wole długie opowiadania, niż takie jedno-rozdziałowe. Jak widzicie bardzo przeskakuję tu w czasie, bo musiałam jakoś upchnąć wszystkie ważne informacje i zdarzenia. Czy mi to wyszło? To już zostawiam Wam do oceny ;)

Co do samego konkursu, to tak jak pisałam na Instagramie zajęłam miejsce 8 ma 13 prac. Zawsze mogło być lepiej, ale ciągle się rozwijam i mam nadzieję, że z czasem coraz lepiej będzie mi to wychodziło ;) Jeżeli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej na temat oceny mojej pracy przez jurorów zapraszam na stronę rzeki opowieści gdzie jest dokładnie opisane co, za co i dlaczego. 

Na dziś to chyba tyle. Standardowo liczę na opinie i komentarze ;) Dziękuję również wszystkim komentującym, a jest was coraz więcej, co niezmiernie mnie cieszy :D 

Kolejny rozdział, już nawiązujący stricte do PLM za dwa tygodnie. 

Tak więc do napisania! :*

sobota, 20 maja 2017

Rozdział 14. Akcja II (część 2.)

-Zgodnie z informacjami Łasicy zbliża się konwój 3 samochodów. Za półtorej minuty zjawią się w wyznaczonym miejscu. Mała, Mistique i Łapa, za minutę ruszacie. Pozostali na pozycję, przygotować się.

Stanowczy głos Oka zabrzmiał w słuchawkach. Całe Hebi słuchało rozkazów w ciszy. Każdy był skupiony na wykonaniu zadania.

- Dawać!

Równo z wydanym poleceniem auta ruszyły. Sakura włączyła się na odpowiednią ulicę i już po chwili zjeżdżała z wiaduktu. Kiba nieustannie siedział im na ogonie.

- Widzę ich, delikatnie przyspiesz. - odezwała się Hinata.

Dziewczyna wykonała polecenie przyjaciółki. Wszystko szło zgodnie z planem. Wiadukt się kończył, a karawana znajdowała się idealnie po prawej. Sakura lekko przyspieszyła, by znaleźć się w odpowiednim miejscu i wtem usłyszała za sobą ryk silnika. Kiba agresywnie zjechał na lewy pas, po czym zajechał drogę dziewczynom. Sakura odbiła kierownicą i uderzyła w lewą lampę czarnego BMW. Sekundę później rozległ się pisk opon i auta się zatrzymały. Nie minęło wiele, a wysoki blondyn wystrzelił ze swojego pojazdu i szedł w ich kierunku wymachując pięściami. Sakura i Hinata spojrzał na siebie z udawanie przerażeniem.

- To Deidara. - powiedziała Mała, rozglądając się przy tym wokół z wystraszony miną.
- Jest mój. - wyszeptała Hinata, z diabolicznym uśmiechem na ustach, który pojawił się na ułamek sekundy.

Chwilę potem wyskoczyła na zewnątrz.

- My naprawdę przepraszamy! To przypadek! Ten tamten co jechał, zajechał nam drogę. Naprawdę nam przykro! - wolała w stronę nadchodzącego mężczyzny.

Zanim Sakura wyszła z pojazdu zdążyła zauważyć, jak Deidara przystaje i z lubieżnym uśmiechem przygląda się odkrytym nogom jej siostry. Zaśmiała się w duchu i również podbiegła do blondyna.

- Jakiś wariat mi zajechał drogę, przepraszam bardzo. - odezwała się, jednak mężczyzna był zbyt skupiony na dekolcie Mistique.
- Co się tu dzieje?

Przez to zamieszanie nikt nawet nie zauważył pojawienia się Itachiego. Sakura szybko zaczęła przepraszać, a Hinata nie przestawała flirtować z Deidarą. Chwilę potem cztery samochody zgodnie z planem zostały przestawione na pobocze. Po oględzinach szkód udało się wyciągnąć kierowcę z uszkodzonego pojazdu.

'Dobrze idzie, tak trzymać.' - odezwał się w słuchawkach Choji.

- Stłuczona lampa na pewno nie jest tania. Musimy wezwać policję, żeby znaleźli tego pirata. - odparła z przejęciem Sakura.

Deidara słysząc słowa dziewczyny przerwał nagle wypowiedź i krzyknął z przerażeniem:

- Nie! To znaczy nie trzeba będzie fatygować tu policji. - zaczął się tłumaczyć - Przecież to nic poważnego.
- Poważnego czy nie, policję wezwać trzeba. A jak ten wariat spowoduje wypadek? - upierała się.
- Tak tak, to poważna sprawa. - popierała ją Hinata.
- A może panienki mają rację. Chwila nas nie zbawi, a może kogoś uratować. - odezwał się niepewnie kierowca uszkodzonego wozu i bezwiednie odsunął się do auta.

'Idealnie.' - pomyślał z zadowoleniem Itachi i dyskretnie przesunął się tak, by stać frontem do środkowego pojazdu.

Sakura i Hinata wyczuły intencję kolegi i również skorygowały swoje położenie. W tym momencie trójka członków Hebi usłyszała w słuchawkach delikatne "pyknięcie", co oznaczało odłączenie ich od komunikatora. Dzięki temu wiedzieli, że rozpoczęta została druga część misji.

- Niestety panie Kamara nie mamy czasu na papierologię. Czekają na nas w biurze. - odparł spokojnie Itachi.
- No a co z naszym autem? Jak odjedziemy nie wzywając policji będziemy musiały same pokryć kosztu naprawy. - powiedziała smutno Hinata, spuszczając wzrok.
- Nic się nie martw kochana, naprawię Ci to autko z przyjemnością. Znam świetnego speca od takiej roboty. Jak zostawisz mi swój numer, to cię do niego nakieruję. - zaproponował Deidara z dwuznacznym uśmieszkiem.
- Naprawdę?! - ucieszyła się Hinata, wręcz podskakując w miejscu.
- Nie, nie zna nikogo takiego. Po prostu chce wyciągnąć od Ciebie numer. - odparł beznamiętnie Itachi

W tym samym czasie widział kątem oka, jak Neji niczym duch prześlizguje się w cieniach w kierunku pojazdu. Sakura również go dojrzała, ale w żaden sposób nie dawała po sobie tego poznać.

- Nie prawda! Toż to paskudne kłamstwo! - oburzył się blondyn.

Idealnie, mała kłótnia świetnie odwróci uwagę od otoczenia. Wtem Sakura usłyszała w słuchawce słaby szum i głos Choijego.

' Mała, będziesz musiała lekko pomóc Łowcy. Trzeba jakoś zatuszować odgłosy otwierania i zamykania drzwi w aucie. Bądź czujna. Powiem Ci kiedy, będziesz miała najwyżej sekundę na reakcję.'

Sakura, wiedząc, że kolega ją widzi wykonała delikatny gest ręką na znak zrozumienia. Chwilę potem zaczęła udawać, że coś kręci ją w nosie. Natomiast kłótnia między Itachim a Deidarą trwała w najlepsze.

' Teraz.'

Usłyszała głos Oka, po czym głośno kichnęła. Widziała delikatny ruch drzwi w samochodzie. Udało się.

- Na zdrowie. - odparł miło kierowca.
- Dziękuję. To pewnie przez alergię. Mam ją tak silną, że czasem reaguję nawet na niektóre perfumy. - odparła i podjęła rozmowę, ignorując pozostałą trójkę.

Kichnęła jeszcze raz, kiedy dostała kolejny sygnał, a drzwi samochodu się domknęły. Itachi dostrzegł w pobliskich krzewach ledwie zauważalny ruch, a sekundę później w słuchawkach rozległ się głos Oka.

'Dokumenty przejęte. Kończymy akcję. Łasica, Mała, Mistique zwijajcie się.'

- Dobra Dei, przestań już robić z siebie większego palanta niż jesteś i wypisz paniom czek. Nie mamy czasu na twoje debilne teksty. I tak jesteśmy już spóźnieni. Szef nas zabije. - odezwał się Itachi, po czym odwrócił się, by wsiąść do swojego auta.
- Wcale nie jestem! Sam jesteś! - oburzył się mężczyzna - Kto się przezywa, ten się tak sam nazywa! O! - dodał jeszcze wielce oburzony.
- Sakura musiała wsiąść do auta, żeby nie buchnąć śmiechem. Hinata zaś przyjęła czek, zatrzepotała rzęsami na pożegnanie i z gracją wsiadła na miejsce pasażera. Nie czekając dłużej zielona Micra ruszyła i zniknęła za zakrętem. Dopiero przecznicę dalej dziewczyny odetchnęły z ulgą i na wszelki wypadek skierowały się do siedziby okrężną drogą.

- Świetna robota, jestem z was dumny. - zawołał na powitanie Naruto.
- Dzięki wielkie. Nawet nie było tak ciężko. - odparła Sakura.
- A ten cały Deidara to faktycznie debil. - dodała ze śmiechem Hinata - A teraz dajcie mi koc i ciepłą herbatę. Zamarzam! Jak nie będę chora przez ten strój to będzie święto.
- No ale warto było. - powiedziała Ino, niosąc ciepły koc.
- Oj było, było. - skwitowała dziewczyna.

Hebi przejrzeli dokładnie skradzione dokumenty i przekonali się, że Madara jest jeszcze większym skurwielem niż sądzili.

- On groził, że zabije mu rodzinę! - zawołał oburzony Naruto.
- Wie o nim wszystko. Nawet kiedy się załatwia i że pije kawę bez cukru. - dodał Shikamaru trzymając jeden s papierów.
- Te.. Te wiadomości są takie same jak te, które wysyłał mojemu tacie. - odparła smutno Sakura, wpatrzona w jeden z licznych maili z pogróżkami.

Pozostali obecni w pomieszczeniu ucichli na chwilę i spojrzeli na zaszklone oczy dziewczyny. Nikt nie wiedział co powiedzieć. Jednak stało się coś niewyobrażalnego. Otóż Sasuke położył rękę na dłoni przyjaciółki i uśmiechną(!) się do niej.

- Spokojnie, nie pozwolimy żeby skrzywdził jeszcze kogoś. W końcu go dopadniemy i wyrównamy rachunki. - odparł pokrzepiająco.

Sakura wpatrywała się w jego oczy, a on nie odwracał wzroku. Siedzieli tak zaledwie kilka sekund, ale wydawały się one o wiele dłuższe niż zazwyczaj. W pewnym momencie Sasuke ocknął się i obrzucając wściekłym spojrzeniem wpatrujących się w nich przyjaciół, wyszedł do pomieszczenia przystosowanego na kuchnię. Dopiero kiedy Sakura odchrząknęła nienaturalną ciszę przerwał Kiba.

- Ja mam teraz poważniejszy temat do przegadania niż Madara. Otóż nadchodzą ferie i my jeszcze nie wiemy gdzie je spędzimy. Przecież to niedopuszczalne!
- A kto powiedział, że nie wiemy? - zapytał się rozbawiony Shikamaru.
- Właśnie, właśnie! Nasza dwójka już wszystko zaplanowała. - odparła tajemniczo Ino.
- No to opowiadaj. - zachęcił ją Naruto.
- A właśnie że nie powiem! To będzie niespodzianka.

Jak obiecała Ino, tak trzymała się swojej tajemnicy. Nikt nie mógł wyciągnąć z niej żadnej informacji. Drobną sprzeczkę przerwał dźwięk rozsuwającej się windy, a w progu pojawił się Itachi z wyrazem zmęczenia na twarzy.

- Stało się coś? - zapytał zmartwiony brat mężczyzny.
- Nie nic. Wszytko zgodnie z planem, nikt się nie domyślił, ale i tak mocno mi się oberwało za niedopilnowanie przewozu. Chwilowo zostałem odsunięty, ale spokojnie, jakoś znowu wrócę do łask Nagato.
- Miejmy nadzieję, że do tego czasu nic nie wymyślą. - odparł Shikamaru.
- Postaram się śledzić ich poczynania najlepiej jak będę mógł. - obiecał.

Hebi jeszcze chwilę posiedzieli w siedzibie zanim wrócili do domów. Ino natomiast wciąż milczała jak grób i jedyne czego udało im się dowiedzieć to to, że mają zabrać ze sobą sprzęt narciarski lub snowboardowy i przygotować się na świetną zabawę.


~*~*~

Cześć Wam! 

Rozdział dosyć krótki i opóźniony, tak wiem nie popisałam się. Musicie mi jednak wybaczyć. Jak to zwykle bywa, student zawsze ma jeszcze czas i "to się jeszcze zrobi". No i ja, jako taki właśnie "systematyczny" student właśnie się obudziłam 2 tygodnie przed deadline'm z 3 projektami w tak zwanej czarnej, murzyńskiej dupie. No i nadszedł czas nadrabiać mój "jeszcze mam czas"... Doszedł do tego jeszcze konkurs i opowiadanie, na które poświęciłam więcej czasu niż planowałam. Wyszło mi 14 stron lekko skróconej historii, która mnie osobiście się bardzo spodobała i może jak zakończę PLM to rozwinę mój pomysł. Tak czy inaczej już niedługo poznacie Nicole. Więcej wam nie powiem ;P Wyniki mają być 25. maja i jak tylko się pojawią wstawię tu całe opowiadanko, żebyście i wy mogli je ocenić ;)

Przypominam także o Instagramie (asiek_blogger) -> tam pojawiają się na bieżąco informacje o wszelkich opóźnieniach, czy nowych pomysłach. Tak więc zachęcam do obserwowania i polecania mnie znajomym ;)  

Jeszcze mam jedną sprawę organizacyjną, jeżeli chcecie dostawać powiadomienia o pojawieniu się nowych rozdziałów zgłoście się pod tym postem. ;) Sporządzę sobie odpowiednią listę i będziecie mogli być na bieżąco. Najlepiej podajcie bloga, gdzie mam was powiadamiać (razem z miejscem, gdzie mam takowe informacje zostawiać), bądź maila, lub jeszcze coś innego. Jestem otwarta na propozycje ;)

I ostatnie pytanko. Czy wam też się oddziela kolor tła nagłówka z tłem bloga? Bo nie wiem czy to jak mam jakiś błąd, czy to coś blogger odwala (bo teoretycznie oba kolory są identyczne - sprawdzałam dobre 5 razy).

Na dziś to tyle i...

Do napisania! :D

wtorek, 9 maja 2017

Instagram

Witajcie kochani!

Tak dobrze widzicie, właśnie założyłam Instagrama :D Pchnięta jakimś impulsem i zachęcona ilością komentarzy pod ostatnim rozdziałem (za co gorąco dziękuję!) postanowiłam pokazać wam trochę siebie i bardziej zżyć z moimi czytelnikami ;) Dodatkowo, może uda mi się znaleźć nowych fanów mojego opowiadania? Kto wie ;P Będziecie też na bieżąco widzieli postępy mojej pracy nad kolejnymi rozdziałami, a w późniejszym czasie może i nawet historiami :D Będzie to także sposób komunikowania się między nami. Często mam różne dylematy związane z kolejnymi wątkami w PLM, a nie mam nikogo, kto mógłby mi doradzić. Teraz będę mogła się zgłosić do Was :D I mam nadzieję, że będziecie pomocni w takich sprawach ;)

A teraz pytanko do Was, co Wy na taki pomysł? Dobrym posunięciem jest Instagram związany z moją twórczością, czy powinnam sobie odpuścić?

No i na koniec, oczywiście jeżeli podoba się Wam mój pomysł, zapraszam do zaobserwowania mojego konta, który znajdziecie pod poniższym linkiem:


Całuję i do napisania!

piątek, 5 maja 2017

Rozdział 13. Akcja II (część 1.)

Po pamiętnej zabawie Halloweenowej uczniowie musieli wrócić do nudnych lekcji, co wcale takie łatwe nie było. Przez niemal dwa tygodnie szkoła aż huczała od plotek, a Sasuke i Ino na każdym kroku słyszeli gratulacje. Przez cały ten okres dziewczyna przyjmowała wszystko z uśmiechem i uprzejmością, natomiast chłopak już po dwóch dniach zainteresowania jego osobą miał ochotę komuś przywalić. Na szczęście zdołał się opanować dzięki swoim przyjaciołom, którzy wrócili do siedziby, gdzie ponownie rozgryzali plany Akatsuki. Z racji zimy, która dopadła swoimi mroźnymi szponami całe Tokio, a ulice pokryło paskudne błoto pośniegowe, Hebi odpuściło sobie treningi jazdy. Zamiast tego Shikamaru rozplanował dla nowych członkiń grupy zajęcia na strzelnicy. Sakura i Hinata, tak jak mówiły, całkiem nie źle posługiwały się bronią, lecz sporo brakowało im do perfekcji. Pod czujnym okiem Tenten już w ciągu kilku dni poprawiły swoją postawę i celność. Pozostali członkowie owianego złą sława gangu również dołączyli do ćwiczeń, aby nie wyjść z wprawy. Wiązało to się z wieloma zabawnymi sytuacjami i masą śmiechu.

Rozpoczynał się właśnie ostatni tydzień szkoły przed przerwą noworoczną, która za sprawą Tsunade miała trwać aż dwa tygodnie. Prawie całe Hebi leniło się właśnie na kanapach siedziby i rozmawiało na temat nowych posunięć Akatsuki. Jedynie Hinaty nie było w pomieszczeniu. Miała ona przyjechać trochę później, gdyż załatwiała coś niezwykle ważnego, jednak nikomu nie chciała powiedzieć co takiego. W czasie, gdy Naruto próbował trafić chrupkiem do ust siedzącego po drugiej stronie ławy Kiby z windy wysiadła uśmiechnięta Hinata. W zaś ręku trzymała tajemnicze zawiniątko. Wszyscy obecni uważnie przyglądali się dziewczynie, nawet grupowe głupki spoważnieli na moment. Przybyła bez słowa usiadła na kanapie, i jeżeli to możliwe, uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Mam dla was niespodziankę. - zaczęła tajemniczo - Pamiętacie jak na Halloween miałam aparat i robiłam zdjęcia? - reszta przytaknęła - W końcu znalazłam chwile czasu, by obrobić i wywołać te zdjęcia. Wyszły tak świetne, że postanowiłam zrobić z nimi album na pamiątkę. Proszę oto on.

Hinata podała pakunek, a reszta grupy wręcz rzuciła się na niego zrywać szary papier przykrywający prosta okładkę. Album był jasno brązowy w formacie A4. Naruto, który wygrał walkę o przedmiot położył go przed sobą na stole i otworzył na pierwszej stronie. Członkowie Hebi pochylił się nad nim i od razu wybuchnęli śmiechem. Na fotografiach był praktycznie każdy moment zabawy, dzięki czemu łatwo było sobie wyobrazić jej przebieg. Począwszy od straszenie ludzi na ulicy, poprzez koronację miss i mistera balu, po powrót pijanych przyjaciół do posiadłości Uchiha. Każda ze stron albumu była opisana zabawnym tekstem lub krótką adnotacją. Na końcu znajdowało się sporo wolnych miejsc, które już wkrótce zostaną zapełnione nowymi przygodami przyjaciół.

Czas mijał szybko, zapełniony treningami na strzelnicy, szkołą i niekończących się żartami chłopaków. Nim się obejrzeli leżeli w łóżkach lecząc po sylwestrowego kaca. Zabawa jak zwykle była huczna i trwała do białego rana. Hebi odpuściło sobie siedzenie w klubie i postanowiło wziąć udział w koncercie na rynku. Przyjaciele pili i tańczyli z obcymi ludźmi, a Hinata biegała wszędzie ze swoim nieodłącznym przyjacielem – aparatem, dokumentując najciekawsze zdarzenia. Do domów wrócili w okolicy 5 rano, niespecjalnie pamiętając przebytą drogę.

Właśnie dochodziła 14:00, kiedy na grupowej konwersacji pojawiła się pierwsza wiadomość.

Naruto: Yo ludziska, żyjecie?
Kiba: Nieeeeeeee
Ino: Dopiero się obudziłam...
Shika: Coś czuje, że odpuścimy sobie dzisiaj siedzibę.
Saki: No co ty nie powiesz.
Hinata: Hahahahaha właśnie oglądam zdjęcia!
Saki: No właśnie słyszę haha.
Neji: Nooo rży, jak zaczynają świnia.
Hinata: Wcale, że nie!
Tenten: Cicho dzieci! Tak źle Hina?
Hinata: Nieeee skąd ten pomysł haha.
Tenten: Dobra wywołuj je szybko, bo chce je zobaczyć.
Hinata: Spoko loko da się zrobić.
Sasuke: Musze coś zjeść, ale próba wstania nie skończyła się za dobrze...
Choji: A mi właśnie pizza przyszła.
Naruto: Ej też chcę!
Shino: Jak wy możecie cokolwiek jeść?
Tenten: Też tego nie rozumiem.
Kiba: Kami-sama jak dobrze, że mamy wolne do końca tygodnia.
Sasuke: Eeeeeej nie... Nie mamy... Właśnie wbił mi Itachi do pokoju i powiedział, że Aka ma nowy plan.
Shika: Jaki?
Sasuke: Nie wiem, nie chce mi powiedzieć. Musimy się jutro spotkać.
Kiba: No jak mus to mus...
Ino: To co, jutro o 10:00?
Naruto: Kobieto! Toż to środek nocy!
Ino: 15:00?
Naruto: Lepiej.
Sasuke: No to jutro o 15 w siedzibie.
Hinata: Spoko.
Shino: Ok.
Choji: Wezmę coś do żarcia.
Kiba: Git, przyda się.
Shika: No to do jutra ludziska.
Naruto: Yo.
Tenten: Siema.


Hinata odłożył telefon na łóżko i wróciła do przeglądania zdjęć cicho przy tym chichocząc. Nagle drzwi do jej pokoju się otworzyły, a w progu stanęła rozczochrana Sakura.

- Doberek. - powiedziała zaspanym głosem, po czym rzuciła się na łóżko.
- Żyjesz jakoś? - zaśmiała się Hinata.
- Jakoś... Chwała Tsunade za to wolne. Czasem myśli o swoich uczniach.
- Taaaaa na pewno o nas myśli. Pewnie sama teraz leczy kaca giganta.
- No w sumie, niewykluczone. Przydało by się wstać, ale za bardzo mi się nie chce.
- Nooo... To nie wstajemy.

Hinata po tych słowach sięgnęła po leżącego na biurku laptopa i puściła jakiś nudny serial dla zabicia czasu. W połowie drugiego odcinka w drzwiach pojawił się Neji ze sporym talerzem pieczonego kurczaka, którego przygotowała Himeko przed wyjściem do pracy i butelką wody pod pachą. I tak we trójkę przewegetowali do powrotu państwa Hyuga. Wtedy zeszli na parter, gdzie ponownie rozłożyli się na kanapie przed telewizorem. Hinata z przejęciem opowiadała rodzicom nie w pełni prawdziwą historię poprzedniego wieczoru, a Sakura i Neji jedynie przytakiwali jej słowom.

Następnego dnia, zgodnie z ustaleniami całe Hebi pojawiło się w siedzibie równo o 15:00. Również Itachi był już na miejscu i stał z Shikamaru przy jednym z tabletów, analizując mapę. Kiedy starszy z braci Uchiha zobaczył, że wszyscy członkowie gangu zasiedli na kanapach zaczął swoją przemowę.

- Wczoraj dostałem informacje od Nagato o ostatnim etapie przejęcia Tokio Bank. W najbliższy czwartek dojdzie do przewiezienia dokumentów i podpisania ostatecznej umowy. Ja oraz Deidara będziemy eskortować transport. Przewożone dokumenty są ultra ważne, ponieważ znajdują się wśród nich podrobione umowy oraz groźby zmuszające szefostwo banku do odstąpienia z funkcji na rzecz Kisame.
- Krótko mówiąc, kolejny gwóźdź do trumny dla Akatsuki. - wtrąciła Tenten.
- Dokładnie tak. Jeżeli dojdzie do zawarcia umowy ucierpi na tym ogromna część Tokio. Ale na nasze szczęście to ja przewodniczę przewozowi i razem z Shikamaru udało nam się znaleźć sposób na ciche przejęcie dokumentów. Nie będzie to łatwe, bo jeżeli choć jeden element nie wypali będzie po ptakach. Shika oddaje ci głos.
- W transporcie będą brały udział trzy pojazdy. Tak jak Itachi mówił, on i Deidara będą obstawiać przewóz. W głównym pojeździe, ku naszemu szczęściu znajdować się będzie tylko kierowca i walizka z dokumentami. Na przedzie natomiast znajdzie się Deidara drugim wozem, a na końcu Itachi w trzecim. Nasz plan obejmuje bezpośrednie starcie twarzą w twarz, więc w tej części skoku udział starych członków Hebi będzie niemożliwy. Zwyczajnie ktoś może nas skojarzyć. Ale od początku. - Shika włączył na jednym z telewizorów fragment mapy Tokio i wziął do ręki laser - To jest trasa przejazdu transportu. Po przeanalizowaniu wszystkich alternatywnych dróg doszliśmy z Itachi do wniosku, że najlepszym miejscem na rozegranie całej akcji będzie wiadukt północny. Ma on dużo rozgałęzień i sporo ulic łączy się z trasą przejazdu. Dodatkowo dzięki zwężeniu pod wiaduktem Deidara będzie zmuszony do pozostania na prawym pasie. W tym miejscu - Shikamaru wskazał na punkt na mapie – ulica schodząca z mostu łączy się z trasą przewozu, tworząc drugi pas. I tu właśnie rozegra się główna akcja. Wprowadzimy dwa samochody i spowodujemy niegroźną stłuczkę, albo nawet bardziej przetarcie. W pierwszym samochodzie pojedzie Sakura i Hinata, ponieważ jak już wspomniałem będzie konieczna rozmowa twarzą w twarz, a was dwóch nikt nie ma prawa połączyć z Hebi. Za wami pojedzie Kiba, który spowoduje stłuczkę i ucieknie z miejsca zdarzenia. Ogólnie wyglądać ma to tak, że dziewczyny zjeżdżając z wiaduktu zrównają się z drugim autem z transportu, tym w którym znajdować się będą dokumenty. Za nimi jechać będzie Kiba, który za wszelką cenę będzie próbował je wyprzedzić, aż w końcu zrobi to tak, że zajedzie im drogę, a one zmuszone będą odbić autem i zderzą się z pojazdem Akatsuki. Musicie to na tyle umiejętnie zrobić, żeby zmusić transport do zatrzymania się i zjechania na pobocze. Jako że sprawca ucieknie upierajcie się, żeby wezwać policję. Jak dobrze wiemy, Akatsuki nie będzie chciało ryzykować konfrontacją z władzami, dlatego lekkie zamieszanie spowodowane przez dziewczyny wywabi kierowcę z kluczowego pojazdu, dzięki czemu odblokują się zamki. Ten moment nieuwagi wykorzysta Neji, który wykradnie walizkę i zastąpi ją pustą. Da nam to trochę czasu na ucieczkę i kradzieżą dokumentów nie zostaną obciążone bezpośrednio dziewczyny. Całość akcji rozegra się tuż po godzinie 19:00 zatem zapadający zmierzch będzie nam sprzyjał. Dokładne ustalenia wyślę wam pisemnie. - zakończył swoją przemowę i oddał głos Sasuke.
- No to jutro robimy sobie wolne, a w czwartek spotykamy się o 12:00, żeby wszytko przygotować.

Po tych słowach Shikamaru i Itachi wrócili do dopracowania planu, a reszta zaczęła się powoli rozchodzić do domów.

W czarnym Chevrolecie mknącym zatłoczonymi ulicami miasta panowała idealna cisza. Nawet radio zostało przyciszone. Sakura i Hinata jechały skupione, analizując w myślach swoją rolę w najbliższej akcji. Miały dosyć trudne zadanie do wykonania. Na powodzenie misji składało się wiele elementów, które w znacznej części były uzależnione od ich działania. Jeden błąd mógłby je kosztować naprawdę wiele. Dla postronnego widza wydawać by się mogło, że są one potwornie spięte i zestresowane, jednak bardzo by się mylił. Krew w żyłach sióstr pulsowała, a podwyższony poziom adrenaliny powodował, że już nie mogły się doczekać nadchodzącego czwartku. Neji również zagłębił się we własnych myślach, jednak nie w takim stopniu jak jego kuzynki. Jego głowę zaprzątała wizja otoczenia, gdzie rozgrywać się będzie akcja i wszystkie możliwe schronienia i drogi ucieczki.

Kiedy wjechali na swoją ulicę chłopak w końcu przerwał niezmąconą ciszę:

- Ej, dziewczyny co wy takie niewygadane?
- To przez ekscytacje. – odparła z uśmiechem Hinata.
- Nie przesadźcie tylko. Pamiętajcie, że musicie być skupione i na czwartkowej akcji nie będzie miejsca na wasze wariactwa tak jak ostatnio. Musicie ściśle trzymać się rozkazów i planu Shikamaru. On jest bezbłędny, zawsze ma przewidziane wszystkie alternatywy i plany od A do Z.
- Wiemy i będziemy grzeczne. –zaśmiała się Sakura, wyskakując z pojazdu.

W końcu nadszedł czwartek a w siedzibie Hebi trwało poruszenie i gorączkowe przygotowywanie. Shino razem z Kibą przywiózł auta, które będą brały udział w akcji, a Ino zapoznawała je z osobowością Deidary.

- Jest to wysoki blondyn, straszny pajac i kobieciarz. Możecie to śmiało wykorzystać, żeby odciągnąć jego uwagę od pojazdów. Jest mega narwany, więc możecie być pewne, że to on jako pierwszy wyskoczy na was z pięściami. Itachi będzie go pilnował, więc możecie być spokojne. Przebierać was nie będę, bo musicie wyglądać naturalnie, ale dla bezpieczeństwa Tenten zaraz da wam broń. O, o wilku mowa.

Wspomniana dziewczyna pojawiła się z dwoma malutkimi pistoletami wielkości dłoni.

- Wyglądają jak zabawki, ale są równie profesjonalne i precyzyjne jak te, na których ćwiczyłyście przez ostatnie tygodnie. Natomiast dzięki rozmiarowi łatwo będzie wam je schować pod ubraniem.

Aż do godziny 18:00 Shikamaru, Naruto i Sasuke raz po raz wykrzykiwali jakieś polecenia i pilnowali, by wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Siostry dostały kluczyki do starego, lekko poobijanego, zielonego Nissana Micra z 2003 roku. Kiba zaś jechał swoim niebieskim Jaguarem XKR-S, ale tablice zostały wcześniej zmienione, żeby nie było niepotrzebnych problemów. Cała reszta ekipy wpakowała się do Camaro Najiego i GTR-a Sasuke. Już po kilkunastu minutach wszyscy znajdowali się na swoich pozycjach i czekali na rozkazy od Chojiego, który przejął podgląd kamer miejskich, by móc śledzić przewóz oraz przebieg akcji. Nagle wszystkim biorącym udział w akcji na sekundę zamarło serce, po usłyszeniu w słuchawkach trzech wyczekiwanych słów.

- Czas zaczynać zabawę. 


 
~*~*~*~

Witam i na wstępie przepraszam za opóźnienie. Niestety nie było to zależne ode mnie. Jak już mówiłam - problemy w rodzinie.

Kolejną rzeczą jest podziękowanie za wsparcie okazane pod ostatnim postem. Miło się robi, gdy czytelnicy rozumieją i dopingują ;) Wielkie ARIGATO wam wszystkim.

A na koniec, standardowe - mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do komentowania :) Całuję gorąco i...

Do napisania!

piątek, 21 kwietnia 2017

Brak rozdziału

Moi kochani czytelnicy!

Musicie mi wybaczyć, ale w dniu dzisiejszym niestety rozdział się nie pojawi. Mam aktualnie bardzo ciężki okres w rodzinie i pisanie jest ostatnią rzeczą o jakiej teraz myślę. Nawet uczelnie zaniedbałam lekko.
Tak czy inaczej postaram się, lecz nic nie obiecuje, napisać coś jeszcze w tym tygodniu. W najgorszym wypadku rozdział pojawi się dopiero za 2 tygodnie. Postaram się do tego nie dopuścić, ale to wszystko zależy od mojego samopoczucia.

Jeszcze raz bardzo przepraszam i mam nadzieje, ze mnie zrozumiecie.

Do napisania.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Konkurs wiosenny

Witam kochani ;)

Dzisiaj tylko post informacyjny, ale mam nadzieję, że będzie chciało wam się przeczytać, bo warto.

Otóż dostałam propozycję, aby wziąć udział w konkursie organizowanym przez Rzekę opowieści (link w obrazku).

http://rzeka-opowiesci.blogspot.com/2017/04/konkurs-wiosenny.html


Zachęcam do zapoznania się z powyższym konkursem, bez względu czy macie własnego bloga, czy też nie. Ma on formę otwartą, więc każdy może wziąć w nim udział. A czas jest do 17 maja b.r. więc jest jeszcze trochę. Może to być też fajna forma sprawdzenia się, jeżeli wachcie się nad rozpoczęciem pracy nad własnym opowiadaniem.


Ja osobiście skorzystałam z propozycji, ponieważ od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pewien pomysł i nie daje myśleć o PLM. Z doświadczenia zaś wiem, że najlepszym sposobem pozbycia się zaprzątającej głowę myśli jest przelanie jej na papier. Tak też robię, a może coś mi się przy okzaji wygrać uda ;P

Ogólnie będzie to moje autorskie opowiadanie, nie będące żadnym fan fickiem ani niczym z tych rzeczy. Jest to dla mnie pewne wyzwanie, bo wszystko, od postaci, poprzez miejsca, po fabułę muszę wymyślić sama i to jeszcze tak, by miało to ręce i nogi. Trzymajcie wiec kciuki, żeby mi wyszło ;)

Oczywiście opowiadanie to pojawi się tu na blogu. Jeszcze nie wiem, czy będę mogła je wstawić przed ogłoszeniem wyników (czyli 25 maja) czy po nich, ale prędzej czy później je dodam, byście sami mogli ocenić moje wypociny.

Również chcę ogłosić, że mój udział w konkursie nie wpływa na działanie bloga i dodawanie rozdziałów. O to możecie być spokojni ;)

Na dziś to tyle i ściskam was ciepło i jeszcze raz zachęcam do wzięcia udziału w konkursie.

Do napisania!